Retencja po ulewach. Jak zatrzymać deszczówkę?

Retencja po ulewach nie polega tylko na budowie dużych zbiorników. W wielu miejscach liczą się prostsze działania: beczka pod rynną, ogród deszczowy, niecka, przepuszczalna nawierzchnia i mniej betonu. Im więcej wody zostaje tam, gdzie spadła, tym mniejsze ryzyko podtopień i większa rezerwa na czas suszy.

Po intensywnym deszczu mieszkańcy widzą zalane ulice, piwnice, parkingi i chodniki. Często pytają wtedy, dlaczego kanalizacja nie odebrała całej wody. Problem nie zawsze leży tylko w rurach. Woda po ulewie spływa z dachów, podjazdów, parkingów i chodników niemal jednocześnie. Dlatego miasta, wspólnoty i właściciele domów muszą coraz częściej myśleć nie o szybkim odprowadzeniu deszczówki, ale o jej zatrzymaniu.

Retencja zaczyna się tam, gdzie spada deszcz

Wody Polskie opisują małą retencję jako proste sposoby gromadzenia wody w okolicy. Jej celem jest zatrzymanie albo spowolnienie spływu wód. Mogą to być niewielkie zbiorniki, oczka wodne, stawy, zadrzewianie, renaturyzacja małych rzek i ochrona terenów podmokłych.

W praktyce oznacza to zmianę myślenia. Deszczówka nie powinna od razu znikać z terenu. Lepiej, żeby część wody została w gruncie, rabatach, zbiornikach, nieckach i ogrodach deszczowych.

Deszczówka po ulewie nie powinna od razu znikać

Gdy deszcz pada krótko, ale bardzo intensywnie, woda nie ma czasu wsiąknąć. Spływa po betonie, kostce i asfalcie. Następnie trafia do studzienek, kanałów, rowów albo najniżej położonych miejsc.

Dlatego retencja po ulewach ma dwa zadania. Po pierwsze, zmniejsza ryzyko lokalnych podtopień. Po drugie, pozwala wykorzystać wodę później, zamiast tracić ją od razu po opadzie.

Retencja przydomowa chroni ogród i odciąża miasto

Wody Polskie wskazują, że budowa zbiornika małej retencji może przynieść korzyści właścicielowi domu. Zgromadzoną wodę można wykorzystać do podlewania ogrodu, zamiast zużywać wodę wodociągową. To oznacza mniej marnowania wody pitnej i niższe rachunki.

Ale korzyść jest szersza. Jeżeli część deszczówki zostaje na posesji, mniej wody odpływa od razu do kanalizacji lub na ulicę. Przy większej liczbie takich instalacji efekt zaczyna być ważny także dla osiedla i gminy.

Beczka pod rynną to najprostszy pierwszy krok

Nie każda retencja wymaga projektu za duże pieniądze. Wody Polskie przypominają, że wodę opadową można zbierać nawet do zwykłej beczki i wykorzystywać do podlewania roślin.

To rozwiązanie dobre na początek. Sprawdza się przy domu, altanie, ogrodzie działkowym albo małym budynku gospodarczym. Ważne jednak, aby zbiornik był stabilny, zabezpieczony i ustawiony tak, żeby można było łatwo korzystać z wody.

Ogród deszczowy to retencja po ulewie

Po ulewie woda z rynny może trafić nie tylko do kanalizacji. Może zasilić ogród deszczowy, rabatę, nieckę albo miejsce rozsączania. Dzięki temu nie spływa od razu po powierzchni.

Takie rozwiązania są szczególnie ważne przy budynkach wielorodzinnych, szkołach, urzędach i parkingach. Tam duża powierzchnia dachów i nawierzchni sprawia, że woda po ulewie pojawia się nagle i w dużej ilości.

Retencja w mieście to nie tylko prywatne posesje

Wody Polskie podczas konferencji „Stop Suszy! Start Retencji!” wskazywały przykład Gdańska, gdzie Gdańskie Wody zarządzają siecią ponad 200 ogrodów deszczowych, niecek chłonnych i rowów bioretencyjnych. To pokazuje, że małe rozwiązania mogą tworzyć większy system.

Dla samorządów ważne jest więc nie tylko budowanie dużych zbiorników. Liczą się też rozproszone działania: niecki przy ulicach, ogrody deszczowe przy szkołach, zieleń przy parkingach i rowy bioretencyjne w miejscach, gdzie woda spływa po każdej ulewie.

Mniej betonu oznacza więcej miejsca dla wody

Jeżeli teren jest szczelnie wyłożony kostką albo asfaltem, woda nie ma gdzie wsiąknąć. Spływa szybciej i mocniej obciąża kanalizację deszczową. Dlatego rozszczelnianie nawierzchni jest jednym z najprostszych sposobów na poprawę sytuacji.

Nie zawsze trzeba usuwać cały parking albo chodnik. Czasem wystarczy pas zieleni, nawierzchnia przepuszczalna, rabata przy odpływie albo niecka w miejscu, gdzie woda i tak się zbiera.

Mikroretencja może dostać dofinansowanie

NFOŚiGW informował, że w programie Mikroretencja można otrzymać do 8 tys. zł dofinansowania na przydomowe systemy gromadzenia i wykorzystania deszczówki. Program ma zwiększyć retencję przy budynkach jednorodzinnych, chronić lokalne zasoby wodne, łagodzić skutki suszy i przeciwdziałać podtopieniom. Budżet programu wynosi 173 mln zł z FEnIKS 2021–2027.

W praktyce oznacza to wsparcie dla rozwiązań, które zatrzymują deszcz po ulewie i pozwalają użyć go później. Przed inwestycją trzeba jednak sprawdzić aktualne zasady we właściwym wojewódzkim funduszu ochrony środowiska.

Co może zrobić właściciel domu?

Najpierw warto sprawdzić, gdzie trafia woda z dachu. Jeśli cała spływa na podjazd albo chodnik, po ulewie szybko ucieka z działki. Lepiej skierować ją do zbiornika, ogrodu deszczowego, rabaty albo miejsca rozsączania.

Kolejny krok to ograniczenie powierzchni nieprzepuszczalnych. Pomagają żwir, kraty trawnikowe, rośliny przy odpływach, kompost i ściółka. Dzięki temu gleba działa bardziej jak gąbka, a mniej jak rynna.

Co może zrobić wspólnota albo spółdzielnia?

Wspólnota może zacząć od mapy miejsc, które zalewa po ulewie. Trzeba sprawdzić wejścia do klatek, garaże podziemne, śmietniki, chodniki, place zabaw i najniżej położone fragmenty terenu.

Potem można dobrać rozwiązanie. W jednym miejscu wystarczy niecka lub rabata chłonna. W innym potrzebny będzie zbiornik na deszczówkę, przepuszczalna nawierzchnia albo przebudowa odwodnienia. Ważne, żeby nie zaczynać od przypadku, tylko od obserwacji, gdzie woda naprawdę się zbiera.

Co powinien zrobić samorząd?

Samorząd powinien traktować retencję jako element bezpieczeństwa, a nie tylko ekologiczny dodatek. Po każdej większej ulewie warto zebrać informacje, które miejsca były zalane i dlaczego.

Następnie trzeba łączyć działania. Sama kanalizacja deszczowa może nie wystarczyć. Potrzebne są zbiorniki, zieleń, ogrody deszczowe, niecki, przepuszczalne nawierzchnie i ochrona terenów, które naturalnie zatrzymują wodę.

Najważniejsze pytanie po ulewie

Po ulewie nie wystarczy zapytać, kiedy woda zniknęła z ulicy. Ważniejsze pytanie brzmi: ile z tej wody zostało w mieście i czy będzie dostępne w czasie kolejnej suszy.

Retencja nie zatrzyma każdej powodzi błyskawicznej. Może jednak zmniejszyć skalę problemu, odciążyć kanalizację i poprawić bilans wody w mieście. Dlatego deszczówka powinna być zasobem, a nie odpadem do szybkiego usunięcia.

 

Źródła: Mała retencja

Zobacz również: Rusza nowy program Mikroretencja z budżetem 173 mln zł!

FAQ: Retencja po ulewach. Jak zatrzymać deszczówkę?

Jakie są proste metody retencji wody deszczowej?

Proste metody retencji wody deszczowej to beczka pod rynną, ogrody deszczowe, niecki oraz przepuszczalne nawierzchnie.

Dlaczego kanalizacja deszczowa nie wystarcza do odprowadzania wody po ulewach?

Kanalizacja deszczowa może być przeciążona, gdy woda z dachów, podjazdów i chodników spływa jednocześnie, co utrudnia jej szybkie odprowadzenie.

Czy można uzyskać dofinansowanie na przydomowe systemy retencji wody?

Tak, w programie Mikroretencja można otrzymać do 8 tys. zł dofinansowania na systemy gromadzenia i wykorzystania deszczówki.

Dlaczego warto budować systemy małej retencji w miastach?

Systemy małej retencji zmniejszają ryzyko podtopień, poprawiają bilans wodny, i zapewniają wodę na czas suszy.

Kiedy warto zacząć działać w kierunku retencji wody deszczowej?

Działania retencyjne należy zacząć jak najszybciej, obserwując, gdzie woda zbiera się po ulewach i instalując odpowiednie systemy retencji.

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *