Smart City bez iluzji. Rozmowa z dr. Sebastianem Grabowskim o IoT, edge i odpowiedzialności za decyzje

Smart City coraz częściej pojawia się w strategiach miast, ale między ambitną wizją a realną zmianą w usługach publicznych wciąż jest długa droga. Jedne samorządy budują spójną architekturę z jasno określonymi procesami, odpowiedzialnościami i zasadami pracy z danymi. Inne kończą na serii niepołączonych ze sobą pilotaży, które dobrze wyglądają na slajdach, lecz niewiele zmieniają w codziennym funkcjonowaniu miasta.

W rozmowie z perspektywy experta technologii IoT/EDGE, pana Sebastiana Grabowskiego, przyglądamy się temu, co decyduje o powodzeniu miejskich wdrożeń IoT – od pytań, które warto zadać zanim pojawią się przetargi i urządzenia, przez sensowne zastosowania edge computing, po praktyczne granice między tym, co powinno zostać „na brzegu”, a co może trafić do chmury. Pytamy też o najczęstsze przyczyny porażek (integracja, cyberbezpieczeństwo, governance danych), sposoby na uniknięcie vendor lock-in. Na koniec szukamy jednego obszaru, w którym połączenie edge + IoT może najszybciej przełożyć się na mierzalny efekt dla mieszkańców.

Beata Gruś: Smart City w strategiach wygląda dziś imponująco. W praktyce często kończy się serią pilotaży, prezentacją na konferencji i… ciszą. Gdzie w pana ocenie zaczyna się problem?

Sebastian Grabowski: W momencie, gdy Smart City traktuje się jak projekt informatyczny. Dopóki miasta będą myśleć o tym w kategoriach „wdrożymy nową technologię” albo „chcemy być nowocześni”, dopóty będą przepalać środki. Technologia jest dostępna, dojrzała i coraz tańsza. Kłopot leży gdzie indziej: w podejmowaniu decyzji, w projektowaniu procesów, w braniu odpowiedzialności i w mierzeniu efektów w długim horyzoncie.

BG: Czyli problemem nie jest brak narzędzi, tylko brak konsekwencji?

SG: I brak właściciela. Jeśli Smart City „siedzi” wyłącznie w dziale IT (technologia informacyjna), to znaczy, że reszta organizacji nie chce wziąć odpowiedzialności. A bez tego miasto nie zmienia sposobu działania, tylko sposób prezentacji.

w Smart City dopiero połączenie danych z odpowiedzialnością za decyzje i jasno zaprojektowanymi procesami przekłada się na realną poprawę usług publicznych.

W Smart City dopiero połączenie danych z odpowiedzialnością za decyzje i jasno zaprojektowanymi procesami przekłada się na realną poprawę usług publicznych.

fot. AdobeStock_tuomaslehtinen

„80% wdrożeń kończy się na dashboardzie”

BG: Często słyszę, że miasta inwestują w dane, a potem… nic się nie dzieje. Dlaczego tak łatwo wpaść w pułapkę dashboardów?

SG: Bo dashboard jest wygodny. Widać wykres, mapę, wskaźnik i można powiedzieć, że „panujemy nad sytuacją”. Tylko że w ogromnej części przypadków to się kończy na obserwacji problemu, nie na jego rozwiązaniu. Miasta potrafią mierzyć rzeczy, których później nie umieją naprawić, wykorzystać ani sensownie wytłumaczyć mieszkańcom. Powstaje luka kompetencyjna między tym, co wyświetla się na ekranach, a tym, co realnie dzieje się w usługach publicznych. A to jest prosty przepis na frustrację społeczną.

BG: Co w takim razie powinno być „produktem” Smart City, jeśli nie ekran w centrum zarządzania?

SG: Proces. Zdarzenie uruchamia decyzję, decyzja uruchamia zlecenie, zlecenie kończy się wykonaniem i rozliczeniem. Dopiero wtedy cyfryzacja ma sens. Sam wykres niczego nie naprawi.

„Chcemy IoT”. Trzy pytania, które zatrzymują niepotrzebne zakupy

BG: Internet Rzeczy, czyli IoT (Internet of Things), stał się obowiązkowym hasłem w przetargach i strategiach. Jak odróżnić projekt potrzebny od projektu „na pokaz”?

SG: Zadaję trzy pytania na starcie niemal każdego projektu IoT. Pierwsze: jaki konkretny problem operacyjny chcemy rozwiązać. Drugie: jaką decyzję ktoś ma podjąć na podstawie danych. Trzecie: kto będzie odpowiadał, gdy projekt przestanie być nowy i atrakcyjny, a zacznie być rutyną. Jeśli na te pytania nie ma jasnych odpowiedzi, czujniki są tylko kosztem. Tyle że nikt nie chce tego powiedzieć głośno, bo projekt bywa już wpisany do budżetu.

BG: Co w takim razie jest minimalnym dowodem, że miasto wie, po co wdraża IoT?

SG: Właściciel procesu i miernik efektu. Nie „liczba urządzeń”, tylko wskaźnik typu skrócenie czasu reakcji, spadek strat wody, mniej awarii, mniej wyjazdów w ciemno, krótszy czas naprawy. I to nie przez miesiąc po wdrożeniu, tylko przez rok, dwa, trzy.

Edge computing. Kiedy „brzeg sieci” ma sens, a kiedy jest drogą modą

BG: Edge computing, czyli przetwarzanie na brzegu sieci blisko źródła danych, brzmi jak kolejny trend. Z pana perspektywy to zbawienie czy moda?

SG: Edge jest bardzo dobry, jeśli jest po coś. Kiedy liczą się sekundy, kiedy system musi działać mimo braku łączności, kiedy w grę wchodzi bezpieczeństwo ludzi lub infrastruktury, wtedy „brzeg” bywa naturalnym wyborem. Natomiast jeśli dane analizuje się raz dziennie, a celem jest raport lub wykres, edge łatwo staje się kosztowną ozdobą.

BG: Jaką zasadę przyjąć, żeby nie pomylić architektury z gadżetem?

SG: Prosta reguła: to, co musi zareagować natychmiast, zostaje na edge. To, co ma wspierać planowanie, optymalizację i analizę trendów, może trafić do chmury. Problem zaczyna się, gdy miasto wysyła do chmury wszystko bez selekcji, a potem dziwi się, że reakcja przychodzi za późno, rachunki rosną i nie ma odczuwalnej poprawy. Sama chmura nie jest winna. Winna jest architektura decyzji, której nie zaprojektowano.

Co najczęściej zabija miejskie IoT

BG:Wiele osób wskazuje na sieć, awaryjność urządzeń, koszty utrzymania. Co pana zdaniem najczęściej wykłada miejskie wdrożenia?

SG: Organizacja. Każdy wydział ma własny system, dane są „czyjeś”, więc nikt ich nie dotyka, a cyberbezpieczeństwo ląduje na końcu prezentacji. IoT nie psuje miast. IoT pokazuje, jak bardzo są nieuporządkowane. Jeśli nie ma „governance” danych, czyli zasad właścicielstwa, jakości, dostępu i odpowiedzialności, to nawet najlepsze czujniki nie zbudują wartości.

Lekcje z Industry 4.0. Co warto przenieść do miast, a czego unikać

BG: Często porównuje się Smart City do Industry 4.0. Czego samorządy mogą się nauczyć od przemysłu?

SG: Przemysł zrozumiał, że system ma działać zawsze, a nie tylko w godzinach pracy. Miasta mogą wziąć z tego myślenie o redundancji, czyli zapewnieniu działania mimo awarii, a także podejście, że awaria jest normalnym scenariuszem, który trzeba przewidzieć. Bardzo ważna jest też integracja OT z IT. OT (Operational Technology) to systemy sterowania i automatyki w infrastrukturze, IT to warstwa informatyczna. Bez ich współpracy nie ma spójnej eksploatacji.

BG: A czego nie kopiować?

SG: Zamkniętych ekosystemów i uzależnienia od jednego dostawcy. Przemysł bywa w stanie zaakceptować model „jak nie działa, zatrzymamy produkcję”. Miasto nie może się zatrzymać, nawet na chwilę.

Vendor lock-in, czyli temat, o którym mówi się szeptem

BG: Wspomniał pan o uzależnieniu od jednego dostawcy, czyli vendor lock-in. Dlaczego to wciąż jest tabu?

SG: Bo na krótką metę bywa wygodne. Jeden dostawca obiecuje, że zrobi szybko, spójnie i „weźmie odpowiedzialność”. Tylko że w praktyce miasto oddaje dane, integracje i architekturę. A kiedy po dwóch latach chce zmienić element systemu albo dołączyć nowe usługi, okazuje się, że koszt jest zaporowy albo technicznie staje się to niemożliwe bez zgody właściciela platformy.

BG: Jak się przed tym bronić, nie paraliżując przetargów?

SG: Otwarte API (interfejs programistyczny aplikacji), standardy komunikacji, separacja warstw i jasne wymagania dotyczące przenoszalności danych. To nie jest ideologia. To jest ubezpieczenie miasta. Miasto, które nie kontroluje danych, nie jest „smart”. Jest zależne.

Bezpieczeństwo IoT. Trzy warunki, bez których zaczyna się proszenie o incydent

BG: Cyberbezpieczeństwo w samorządach nadal bywa spychane na koniec. Jakie jest absolutne minimum przy IoT?

SG: Trzy rzeczy. Każde urządzenie musi mieć własną tożsamość, aby było wiadomo, co dokładnie komunikuje się z systemem. Sieć musi być segmentowana, czyli podzielona na strefy, a nie płaska. I trzeba umieć wykonywać zdalne, bezpieczne aktualizacje. Jeśli tego nie ma, nie rozmawiamy o bezpieczeństwie, tylko o incydencie, który jest kwestią czasu.

Jeden obszar, gdzie edge i IoT dają najszybszy, mierzalny efekt

BG:Gdyby miał pan wskazać jedno zastosowanie, które dziś naprawdę działa i najszybciej przekłada się na odczuwalną zmianę dla mieszkańców, co by to było?

SG: Utrzymanie infrastruktury. Bez fajerwerków i wielkich haseł. Zdalne pomiary wody, ciepła, energii, wykrycie nieprawidłowości, automatyczne wygenerowanie zlecenia, wysłanie ekipy tam, gdzie trzeba, a na końcu rozliczenie i raport z efektu. Mieszkaniec widzi, że awarie są krótsze, straty mniejsze, reakcja szybsza. To jest najlepsza definicja Smart City, jaką znam, bo opiera się na działaniu, nie na prezentacji.

BG: Gdyby miał pan zamknąć naszą rozmowę w jednym zdaniu, które miasto powinno powiesić nad biurkiem projektowym?

SG: Smart City nie potrzebuje więcej technologii. Potrzebuje odwagi, żeby uporządkować procesy, odpowiedzialność i sposób podejmowania decyzji. To jest trudniejsze niż zakup czujników, ale dopiero wtedy technologia zaczyna pracować na miasto, a nie na slajdy.

BG: Dziękuję za tę rozmowę. Mam wrażenie, że dla wielu samorządów będzie ona nie tyle inspiracją, co uczciwym testem: czy naprawdę chcemy zmieniać miasto, czy tylko opowiadać o zmianie.

SG: Ja również dziękuję. Jeżeli po tej rozmowie choć jedno miasto zacznie projekt od procesu i odpowiedzialności, a dopiero później od technologii, to będzie to bardzo dobry krok w stronę Smart City, które działa także wtedy, gdy gasną konferencyjne światła.

Rozmawiała Beata Gruś

Jeśli interesuje Cię, jak Smart City może stać się realnym modelem rozwoju samorządów — nie tylko projektem technologicznym — przeczytaj również: „Smart City jako model rozwoju samorządów”

Ekspert Smart City, IoT i otwartych danych w samorządach

Dr Sebastian Grabowski Smart City bez iluzji

Dr Sebastian Grabowski

fot. arch. własne rozmówcy

Dr Sebastian Grabowski – absolwent Wydziału Elektroniki i Telekomunikacji Politechniki Koszalińskiej, Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego oraz Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie; stopień doktora uzyskał na Wydziale Dziennikarstwa, Informacji i Bibliologii UW. W pracy badawczej koncentruje się na otwartych ekosystemach informacyjnych, otwartych danych oraz interakcji użytkowników sieci telekomunikacyjnych i Internetu. Jest prezesem Fundacji ArchitectsPL, popularyzującej ideę otwartości i nowych technologii w miastach. Fundacja należy do prekursorów działań w obszarze open data w Polsce i rozwija platformy otwartych danych m.in. w Kołobrzegu, Gdańsku i Warszawie, a w 2019 r. we współpracy z samorządami Polski i Litwy ustanowiła Rekord Guinnessa.

Ekspert Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji ds. Smart City oraz członek Rady Programowej Instytutu Industry 4.0 przy Szkole Biznesu Politechniki Warszawskiej; wykładowca na Wydziale Zarządzania i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Jagiellońskiego. W 2017 r. wyróżniony przez PIIT tytułem „Cyfrowa Osobowość Roku w Polsce”, w 2021 r. – wyróżnieniem specjalnym redakcji MIT Sloan Management Review Polska i ICAN Institute w kategorii Odpowiedzialna Technologia – Mistrz Innowacyjnej Transformacji za projekt przekształcenia Bolesławca w Smart City oraz wpisem na „Listę 100” osób szczególnie zaangażowanych w rozwój kompetencji cyfrowych w Polsce.

Od ponad 24 lat związany z branżą teleinformatyczną; kierował m.in. Centrum Badawczo-Rozwojowym Orange Polska i rozwojem obszarów IoT, Smart City i M2M na rynku B2B. Obecnie Head of IoT / Smart City / Industry / Edge Enterprise Architecture Practices w Orange Business Services. Założyciel wideobloga „Miasto ↔ Miasto” o samorządzie terytorialnym, pasjonat historii, polityki i psychologii; twórca rozpoznawalnych nazw marketingowych (m.in. „Zetafon”) oraz inicjatyw wspierających rozwój kompetencji najmłodszych, takich jak program „Inteligentny Samorząd – Change The Game”.

FAQ: Smart City bez iluzji

Jakie są najczęstsze przyczyny niepowodzeń w projektach Smart City?

Najczęstsze przyczyny to brak integracji, problemy z cyberbezpieczeństwem oraz nieodpowiednie governance danych. Brak organizacji i zasad właścicielstwa również negatywnie wpływa na wdrożenia IoT w miastach.

Co powinno być celem projektów IoT w miastach?

Celem powinny być konkretne procesy, które poprawią działanie usług publicznych, a nie tylko prezentacja danych na dashboardach. Wydarzenia powinny prowadzić do decyzji, które kończą się wykonaniem i rozliczeniem.

Jakie pytania należy zadać przed rozpoczęciem projektu IoT?

Trzy kluczowe pytania to: 1) Jaki konkretny problem operacyjny chcemy rozwiązać? 2) Jaką decyzję ktoś ma podjąć na podstawie danych? 3) Kto będzie odpowiedzialny, gdy projekt przestanie być nowy i atrakcyjny?

Kiedy warto zastosować edge computing w projektach miejskich?

Edge computing ma sens, gdy wymagana jest szybka reakcja systemu, bezpieczeństwo ludzi lub infrastruktury, oraz w sytuacjach, gdzie muszą być zapewnione ciągłość działania mimo braku łączności. W przeciwnym przypadku może okazać się zbędny i kosztowny.

Jakie są kluczowe aspekty bezpieczeństwa w urządzeniach IoT?

Każde urządzenie musi mieć własną tożsamość, sieć musi być segmentowana, a także konieczne są zdalne, bezpieczne aktualizacje. Bez tych elementów zwiększa się ryzyko incydentów związanych z bezpieczeństwem.

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *